Zły wiersz albo sinusoidalny bounce

Kim ja właściwie jestem?
Szczęśliwy czy nie?
– nie mogę się zdecydować

Zwalę tę gruchę lub nie
nie ma w tym żadnej heglowskiej syntezy
jest tylko kirkegardowska rozpacz
w obu przypadkach

Wiersze świechtają się
o kanty dni tygodnia
raz jestem podniebny
raz rozłożony na łopatki
wołany na obiad

Śnią mi się wszystkie te
zaległe posiłki
śni mi się mięso
seksualnych usiłowań

Kot jak zgrabna ligatura
głaskana kobiecą dłonią
innym razem leży w piwnicy
martwy, a z dupy
wyłażą mu białe robaki

Nie ma dla mnie pociechy
Jedyne co mnie pociesza
to brak pociechy dla ciebie