Tymczasem w café

Tymczasem
tracę kontakt z własnymi pragnieniami

kreska, którą cię odkreślę
nie jest równa
– bezwiedne piętno niepewności wobec każdej obcej duszy

Siedzę z kolegą w café
obok dwaj faceci
– lubię gdy starsi ludzie spokojnie rozmawiają o wojnie

szaleńcom należy się chwila odpoczynku
opieram głowę o ścianę
muzyka niebezpiecznie mnie relaksuje
zielona herbata na tyle słaba, bo miałem ochotę na wodę
zwierze jest we mnie silne
głód wyprowadza mnie na zewnątrz
Słońce kontrastuje się z zaakomodowanym w półmrokach spokojem
bladogorąca chwila gęstnieje
podbiega i
błogosławi mnie obcy pies
Niewiele jest tu do rozumienia
– wszak to uczucie