Przez rynek

I myślisz, brać te ulotki czy nie?
srać na tego menela czy co?
I ten pod ratuszem – wciąż gra to samo
Ok, już się uspokajam
przechodzę przez sukiennice
Kpina ze wszystkiego
i jeszcze gołąb na to sra
Gołębie w tym mieście
srają na wszystko
a człowiek musi się pilnować
Ludzie przeganiają gołębie z parapetów
w Empiku przeganiają ludzi ze stopni
„prosimy nie siadać”

„Dej potomana” – dziewczyna wyciąga do mnie kubek
kiwam, że nie – i już Chrystus umiera tu, na środku rynku
pod „ściema na maksa” Adamem Mickiewiczem
Ale Cyganka czy Rumunka czy chuj wie,
okrąża pomnik – bóg gołębi daje mi drugą szansę –
kiwam by podeszła, wsypuję jej do kubka całą zawartość portmonetki
– niech wie, że coś tu nie gra – niewiele tego było

Idę, ale nie mogę iść, coś ze stopami nie w porządku
nie chodzi o buty, to w mózgu
siadam ławka
patrzę
budynek poczty głównej samochody
czuję się jakby ktoś mnie wmontował w ten pejzaż
Deskorolkarz hamuje ze zgrzytem
pies na niego szczeka
„Proszę się nie obawiać” – zapewnia ten po drugiej stronie smyczy
przez chwilę chce mi się śmiać
scena przemija
dalej ptaki szum samochodów
tramwaj bębniąc wdrapuje się na ulicę Dominikańską
jakaś dziewczyna patrzy na mnie
ja idę dalej

Ludzie są zmęczeni
ludzie są męczeni
popełniają błędy w malignie braku sił
by najpierw pomyśleć. Myślą, że nie mają wyjścia
W tych budynkach gestapo katowało ludzi
dziś ludzie katują samych siebie
Kurwa, wypierdalam
ale mam za swoje, jestem na wyrost uprzejmy
dlatego łapię się na impas cudzej nudy
Rozmowa z urzędasem
to może człowieka zabić na godzinę
– brak polotu robi się zaraźliwy
dlatego ja wypierdalam
z tej instytucji edukacyjnej
niech ją lepiej zlikwidują
niż dusza miałaby tu konać powoli
ale nie, będą jak zwykle humanitarni
czyli będzie tak jak jest
bo jest tak jak jest
stary niedźwiedź mocno śpi
– chuj dawno zdechł
a my wciąż na palcach
chodzimy i sramy w gacie aż po samą szyję
Trzeba projektować coraz to nowe logotypy
by zaklajstrować mordę bestii

Więc urzędnik odpowiada mi jeszcze
na pytanie, które zadałem
bo nie czułem bym miał z nim o czym milczeć
Żegna mnie na skrzyżowaniu remontowanej ulicy
– on jest na samym dole drabiny w swojej instytucji
„budżetówka” pusta makówka
– więc ja też niewiele dla niego znaczę
Obydwaj jesteśmy zmęczeni
i nie mamy ochoty na tę rozmowę

Wchodzę w ulicę Szewską
najgorsza ulica tego miasta
gdzie McDonalds doi wasze dzieci
Naganiacze naganiają
Są tory, ale tramwaj nie jeździ
chyba tylko po to, byś jadąc wąskokołym rowerem
w deszczowy dzień, najechał w szczelinę i się wyjebał
Sklep z damskimi skarpetami i majtami
jest piękny jak wnętrze kosmicznego wahadłowca
Z przecznicy wysuwa taryfa,
a szofer nie może nie być pierwszy
więc uczysz się pokory i spokoju
albo ci odpierdala