Idę, patrzę

Byt rozwarstwia się na zapachy
myśli, ludzi
którzy odwracają ode mnie wzrok
Dzieliłączy nas powietrze
o zapachu zupy z kluskami z przedszkola
ulubionego gatunku spalin z rury wydechowej
lub aromatycznego tytoniu nietuzinkowego przechodnia

Stoję bokiem do piękna
żebym mógł się skupić
bez pośpiechu
nie bardzo wiem dokąd
dlatego dłużej zastanawiam się którędy

Idę po ulicy i patrzę se
– biuro podróży, kwiaty, RESTAUR…
kobieta na plakacie filmowym
ma czerwone spiczaste paznokcie

Siadam na zimnym kamieniu
za to w płaszczu, który dostałem od kolegi
który go dostał od kolegi
Z ręki do ręki jak pozdrowienie lub klątwa
stosowna karma dla łachmaniarza czasu
na warunkowym szczęściu

Nie widzę innej drogi jak przedrzeć się
przez własny strach, wstyd, małość, śmieszność
żebyśmy mogli spotkać się
w krystalicznie czystym powietrzu
po burzy

Nie widzę innej drogi jak przedrzeć się
przez własny strach, wstyd, małość, śmieszność
jestem burakiem – dostanę pomidorem
pierdolić policję, Wisłę i Cracovię
– idą święta –
uniosłem się radością

14 Grudzień 2012