Dla Tadeusza R.

Biorę twój tomik poezji
otwieram w połowie
i kładę z niego domek
na mojej głowie

Ale na głowę spadają różne myśli
coś się śni
coś nie daje spać
coś jest tak twarde, że głowa w końcu pęka

Twoja ręka – nie widzę jej –
– wiedzie mnie nie wiem gdzie
gdzie potykamy się o ubrania
rozebranych aniołów,
co poszły do gazu